Dni Bożego

 

 

Dick Estman

 

Podczas ostatnich pięt­nastu miesięcy, jedena­ście razy podróżowałem do różnych zakątków świata. Byłem tam świadkiem Boga, który działa. Nic w historii ewangelizacji nie może równać się z tym, co ma miejsce obecnie.

Kiedy nasza trzyosobowa grupa dotarła do obozu zwane­go Boteka, zlokalizowanego nad rzeką Momboyo w samym ser­cu równikowej dżungli Zairu, miałem wrażenie, że stoimy na krawędzi świata. Jednakże wie­działem, że w ciągu niecałych 24 godzin znajdziemy się w miej­scu naszego przeznaczenia.

Mój przyjaciel, Wes Wilson i ja dołączyliśmy do Dla Mbwangi, francusko - afrykańskiego dy­rektora organizacji Every Home for Christ (Każdy dom dla Chry­stusa), aby zobaczyć własnymi oczyma cudowne żniwo dusz jakie ma miejsce wśród Pigme­jów. Jeszcze pięć lat temu w tej części afrykańskiego buszu nie było prawie żadnej głęboko wie­rzącej osoby. Obecnie liczba chrześcijan przekroczyła 300 ty­sięcy. Czy jest to możliwe?


Jeżeli to prawda, to jest to ko­lejny znak cudownej pracy Du­cha Świętego. Pracy, jaka pod­czas ostatnich miesięcy ma miejsce na całym świecie .

Nasza grupa jeszcze nigdy nie odbyła podróży do afrykańskie­go buszu. Gdy staraliśmy się uzyskać wizy w Stanach Zjedno­czonych, wiecznie uśmiechają­ca się pani urzędnik prosiła Wes i mnie, abyśmy zrezygnowali z podróży w ten region świata. Wyjaśniła nam, że Minister­stwo Spraw Zagranicznych wy­dało poważne ostrzeżenie o nie­bezpieczeństwach związanych z podróżą w ten region. Są to np. zabójstwa, porwania oraz niebezpieczne choroby i wirusy. Nie musieliśmy długo czekać, by przekonać się o prawdziwości jej słów. Po kilku dniach dowie­działem się, że śmiertelny wirus Ebola zaatakował ponownie na południe od naszego miejsca pobytu. Rzeka Mamboya, wzdłuż której miała przebiegać nasza podróż, była oddalona o rzut kamieniem od słynnej już rzeki Ebola, od której wirus wziął na­zwę. Wirus AIDS, jak niektórzy uważają, też pojawił się gdzieś w tej okolicy.

A więc wszystko wskazywało na to, że toczymy się wprost do "gorącej strefy" (termin medyczny, który określa region, gdzie aktywny jest wirus). Co więcej, jechaliśmy do miejsca, gdzie działalność szatana od wieków dewastowała ludzkość poprzez duchowy wirus, jakim jest grzech. Jednakże, jak mieliśmy wkrótce odkryć, Chrystus - cu­downy lek na grzech - uwalniał tłumy w tym odległym miejscu świata.

 

Siejący postrach lud Wa zamieszkujący w dżungli Ta północny Myanmar odrzucił statuetki Buddy, które zostały wysłane przez rząd jako znak pokoju, a w zamian za to po­prosili o 100 egzemplarzy Biblii oraz chrześcijańskich misjonarzy. Wódz tego trzymilionowego narodu zanim został chrześcijaninem trudził się "łowieniem głów". Gdy został zbawiony, kazał się ochrzcić (zanurzyć w wodzie) sto razy, każdy raz za człowieka którego zabił.

 

Każde drzewo dla Chrystusa

Kiedy nasi współpracownicy pierwszy raz udali się w rejon zamieszkiwany przez Pigmejów w 1992 roku, konieczne stało się wyposażenie ich kajaków w sil­niki, by mogli z łatwością docie­rać do odległych miejsc. Podróż przebiegała po rzece Zair, a na­stępnie wzdłuż rzeki Mamboyo. Następnie musieli płynąć wąski­mi dopływami i strumykami, aby osiągnąć cel.

Kiedy Wes i ja szczęśliwie przy­byliśmy do Kinshasa, polecieli­śmy głęboko w dżunglę, blisko osady Boteka, gdzie wylądowa­liśmy na wąskim pasemku zielo­nej trawy. W Boteka zdołaliśmy pożyczyć od miejscowego kato­lickiego księdza z Belgii prawie trzynastometrowy kajak z kilko­ma silnikami. Dzięki temu mogli­śmy szybciej dotrzeć do następ­nego obozu, jakim był Imbonga.


Z Imbonga udaliśmy się w głąb afrykańskiego buszu maszerując około 35 km. Po wielkim wysił­ku dotarliśmy do naszego koń­cowego celu - chrześcijańskiej wioski Bosuka, którą zamiesz­kują setki chrześcijan. Ach, co to był za przyjazd! Gdy dochodziliśmy do osady, setki Pigmejów cisnęły się na ścieżkę radośnie tańcząc i wymachując palmowymi gałązkami. Jedno­cześnie śpiewali w swoim dia­lekcie pieśń, którą sami napisali: "Jezus jest Panem i On wkrótce powróci".

Fakt, że Pigmejowie byli częścią tej osady, było czymś niespoty­kanym i rzadkim. Generalnie mówiąc: Pigmeje to szczep ko­czowniczy, który nie buduje sta­łych osad. To zjawisko było re­zultatem transformacji ich serc, która dokonała się podczas ewangelizacji prowadzonej przez naszą organizację. Wtedy to tysiące Pigmejów zwracało się do Jezusa.

Jakiś czas później dowiedzieli­śmy się, że tak naprawdę Pig­meje mieszkali na drzewach. Z początkowych wiadomości ja­kie docierały do nas od brata Dia wynikało, że dokładna liczba Pigmejów, którzy zostali chrze­ścijanami jest nieznana. Było to rezultatem ich trybu życia, któ­re wiedli mieszkając w drzewach.


Raport, który Dia napisał z jego wrodzonym humorem stwierdza zaangażowanie się Every Home For Christ w misję pod nazwą "Każde Drzewo dla Chrystusa", co stanowi modyfikację nasze­go standardowego hasła "Każdy Dom dla Chrystusa". Zamiast kontynuowania naszej długolet­niej służby w zdobyciu "ostatniego domu na ziemi dla Chrystusa", Dia wyraził się tak: "Nie zatrzy­mamy się, dopóki nie zdobę­dziemy ostatniego drzewa na kuli ziemskiej".

Stała osada Pigme­jów, która została zbudowana wokół ko­ścioła, należała do Cze. Nietypowa zmiana zo­stała dokonana w cią­gu 14 miesięcy. Tak naprawdę, ze szczepu Pigmejów liczącego sześć tysięcy osób, aż cztery tysiące od­dało swoje życie Jezusowi, włączając w to wodza i cały jego klan liczący około 40 krewnych.

Podczas naszego pobytu w dżungli słyszeliśmy także inne niewiarygodne świadec­twa. W jednym z sąsiadujących regionów, gdzie 36 miesięcy wcześniej zostały założone 32 pigmejskie kościoły, wyrosło 300 wspólnot, sięgając tym sa­mym głęboko w busz. Tak szyb­ki wzrost był rezultatem wpły­wu brata Dio na pozostałych pigmejskich liderów. Zachęcał on ich do założenia co najmniej jednej wspólnoty przed rozpo­częciem nowego tysiąclecia. Ku naszemu zdziwieniu liderzy nie tylko osiągnęli ten cel czte­ry lata wcześniej, ale założyli także dziesięciokrotnie więcej wspólnot niż to było zakładane.


Kamień, który uzdrawia

Miesiąc po naszej podróży do Afryki udałem się do innej czę­ści świata, aby być świadkiem podobnego cudu. Było to w gó­rzystej części Wysp Salomona. W okresie trzech lat, w centrum tropikalnej wyspy Malaita po­wstało jedenaście chrześcijań­skich wiosek.

W jednym szczególnym rejonie nasi współpracownicy wielo­krotnie już próbowali świadczyć

0Jezusie - niestety bez sukcesu. Wielki kamień, który przez tubylców został nazwany uzdra­wiającym kamieniem wydawał się być warownią trzymającą
tych ludzi w demonicznym uci­sku. Plemienni wodzowie z róż­nych wiosek prawie codziennie składali ofiary z kurczaków świń ku czci tego wielkiego ka­mienia.

W gminie Fugong w chińskiej prowincji   Barrett  człocii Yunnan znajduje się tak wielu, chrześcijan, ze znana jest pod nazwą "Gmina Chrystusa". I nic w tym dziw­nego - 70 000 chrześcijan stanowi około 90 % ludności tej gminy. Lokal­ne władze, widząc spadające tempo przestępstw oraz inne socjalne korzy­ści, ostatnio zaczęły zachęcać do wia­ry w Chrystusa.

W końcu dwie grupy misyjne zdecydowały się na założenie tymczasowego obozu w pobli­żu tego tajemniczego kamienia, aby modlić się i pościć przez siedem dni. Siódmego dnia wcześnie rano ciężkie burzowe chmury zaczęły kłębić się w tym rejonie. Jak było to już w zwy­czaju, kapłan Kwaio z pobliskiej osady udał się, aby złożyć ofiarę wielkiej skale, wykorzystując swój rytualny obrzęd. Nagle z ciemnych, złowróżących chmur wydobył się piorun, któ­ry uderzył kamień z taką siłą, że ten rozpadł się na dwie części. Jedna z nich stoczyła się do podnóża góry. Przerażony ka­płan, porzuciwszy ofiarę, rato­wał się ucieczką. Po tym incydencie kapłani, któ­rzy wcześniej zdecydowanie od­rzucali ewangelię, byli przepeł­nieni strachem. W rezultacie je­den z nich postanowił zaprosić naszych ewangelistów,

by świadczyli o Jezusie. Niedłu­go po tym wielu tubylców wraz z ich kapłanami złożyło swoje serca Jezusowi. Jako akt pokuty spalili swoje chaty i przenieśli się do pobliskiej chrześcijań­skiej osady, założonej 36 mie­sięcy wcześniej.

Moje wyprawy w dżunglę, zarówno w Afryce jak i na Wy­spach Salomonowych, były czę­ścią ośmiu podróży jakie odby­łem w ciągu dwunastu miesię­cy. Miały one na celu zebranie świadectw Bożej działalności, których chciałem użyć w mojej najnowszej książce "Beyond Imagination" (Nie do wyobrażenia).

Podróże, jakie odbyłem po ca­łym świecie, zostały jeszcze po­przedzone przez dodatkowe trzy sześćdziesięciodniowe wypra­wy, podczas których przygoto­wywałem ten artykuł. Przekona­ły mnie one o kilkunastu znaczą­cych trendach, które mogą wska­zywać na to, że Kościół Jezusa Chrystusa wszedł w Boży czas zwany "następnym". Termin ten może być znaleziony w proroc­twie Joela:" l następnie, wyleję mojego Ducha na wszystkich lu­dzi. Wasi synowie i córki będą prorokować, wasi starcy będą


śnić sny a wasi młodzieńcy będą mieć wizje" (Joel 2,28 przekład NIV). Prorok Joel także dodaje: "l każdy, kto wezwie imienia Pań­skiego będzie zbawiony" (w.32). Bezsprzecznie, początek tego proroctwa miał miejsce w dniu Zielonych Świąt, kiedy to Duch Święty został dany pierwszemu Kościołowi. Jednak istnieje tak­że mocny biblijny sens tej obiet­nicy, który mówi o wielkim koń­cowym żniwie oraz przebudze­niu w dniach ostatecznych. Jestem przekonany, że podczas tych ekscytujących dni Kościół może być w przededniu "następ­nego". Kościół Chrystusa jest z pewnością bliżej wypełnienia się wielkiego posłannictwa da­nego przez Jezusa niż wielu wie­rzących może być tego świado­mych. Nic, co działo się w historii ewangelizowania świata, nie może wiek który analizuje i bada fenomen misji, powiedział mi ostatnio, iż przygo­towuje się do korekty swojej tysiącstroni-cowej publikacji "World Christian En-cyclopedia" (Świato­wa Encyklopedia Chrześcijań­stwa) wydanej przez Oxford Uni-versity Press w 1982. Berrett uważa, że od 1982 roku ewan­gelizacja świata tak mocno i szybko poszła naprzód, że oba­wia się czy jego korekta zmieści się w trzech tomach, tak obszernych jak pierwsza pu­blikacja.

Organizacja Every Home For Christ (Każdy Dom dla Chrystu­sa) ma strategiczną wizję, aby systematycznie dostarczać jasne poselstwo ewangelii (lub kase-


tę z nagranym poselstwem dla nie potrafiących czytać) do każ­dej rodziny w USA. Every Home forChist ma przywilej zaświad­czyć, iż ostatnie przyspieszenie żniwa ludzkich serc jest napraw­dę znaczące. W ostatnim trzy-dziestosześcio miesięczny m okresie (od 1989 do 1991) otrzymaliśmy 1,3 min odpowie­dzi na głoszone poselstwo, l chociaż taka wysoka cyfra była ekscytująca i zachęcająca, nie byliśmy świadomi co nas cze­ka. W podobnie długim okresie czasu, od 1993 do 1995 roku, decyzję o pójściu za Jezusem podjęło 3,7 min ludzi. Szczególnie postępy w dziedzi­nie ewangelizacji we wcześniej "zamkniętych" krajach obrazuje niewiarygodny progres. Dla przykładu, tylko dziesięć lat temu, w ówcześnie "zamknię­tym" Nepalu, gdy ktokolwiek został przyłapany na nawracaniu lub był odpowiedzialny za na­wracanie Hindusa na chrześci­jaństwo, mógł spodziewać się spędzenia kilkunastu najbliż­szych lat w więzieniu. W rezul­tacie, na początku lat osiemdzie­siątych dwustu chrześcijan zo­stało uwięzionych z powodu głoszenia Dobrej Nowiny. Po jakimś czasie, ten mały hin­duski naród cudownie doświad­czył demokratycznych zmian podobnych do tych, jakie miały miejsce w krajach Bloku Wschodniego na początku lat dziewięćdziesiątych. Pojawiło się nagle więcej okazji do świad­czenia o Jezusie w coraz to śmielszy sposób! Aż do tego momentu nasi mi­sjonarze prowadzili ewangeliza­cję polegającą na chodzeniu od domu do domu, z dozą czujno­ści. Obecnie nic nie stoi na prze­szkodzie, aby to czynić otwar­cie. W przeciągu kilku lat nasze biuro w Kathmandu otrzymało ponad dwieście tysięcy pisemnych


Dziesięć kościołów rozpoczęło swą dzia­łalność pos'ród Khmerów we wschod­niej Tajlandii, blisko granicy z Laosem i Kambodżą. Pewien brat, Simthon Ra-waang przygotowuje 250 wierzących, którzy udadzą się na drugą stronę gra­nicy, by głosić i zakładać Kościoły. Wie­lu wierzących modliło się o powodze­nie tych misji wś~ród Czerwonych Khmerów i o pomnożenie wierzących w tym narodzie.

decyzji o pójściu za Jezusem, prosząc jednocześnie o możli­wości wzięcia udziału w cztero-cześciowym korespondencyjnym kursie biblijnym. Wyjątkowo ekscytującym zada­niem było formowanie setek ma­łych wspólnot pod wspólna na­zwą "Christ Groups" (Grupy Chrystusa) w hinduskich i tybe­tańskich wioskach. Było to moż­liwe właśnie dzięki domowym ewangelizacjom. Do czasu pisa­nia tego artykułu wspólnoty "Christ Groups" rozrosły się do liczby 4 730 wspólnot, przy czym niektóre z nich znacznie się po­szerzyły. W dodatku, początko­wy cel zdobycia każdego domu w każdej wiosce w tym kraju do 31 grudnia 2000 roku będzie prawdopodobnie osiągnięty czte­ry lata wcześniej.

Campus Crusade For Christ było także świadkiem pokaźnego żni­wa w rezultacie odzewu na film "Jezus', który jest dostępny już w 342 językach. Personel Cam­pus Crusade szacuje, że w prze­ciągu szesnastu lat ponad 732 miliony ludzi oglądały ten film, przy czym liczba ta znacznie wzrosła podczas ostatnich kilku miesięcy.

Chrześcijańskie stacje nadawcze także informują o zaskakujących wynikach. Założyciel sieci, Pat Robertson, dostrzega, że dwa­dzieścia lat zajęło CBN, aby uj­rzeć jak milion ludzi modli się o przyjęcie Jezusa. Jednakże w prze­ciągu ostatnich pięciu lat ta licz­ba powiększyła się prawie pięć-dziesięciokrotnie, co daje wynik około pięćdziesięciu milionów ludzi!

Także powszechnie znany ewangelista Billy Graham jest świadkiem wzrostu. Wiosną 1996 roku jego    organizacja przedstawiła   go­dzinny program się­gający do najdal­szych zakątków Ziemi, którego widownia sięgnęła    prawie dwóch i pół miliar­da ludzi, w ponad dwustu krajach. Z przygotowanych czterystu pięćdziesięciu milio­nów materiałów mówiących o podstawach chrześcijańskiego życia, większość rozeszła się tuż po emisji programu.


W1990 roku Południowa Korea uwa­żana była za kraj "niemożliwy do prze­niknięcia". W owym czasie nie istniał tam żaden ewangeliczny kościół. Do 1986 roku chrześcijanie stanowili 20 % ludności tego kraju, a do 1990 roku - 40 %. Zaledwie w ciągu sześciu lat kościół został podwojony do licz­by 12, 5 miliona. W1986 roku Połu­dniowa Korea miała 25 000 kościołów. Do 1992 - liczba ta wzrosła do 37 200. W samym Seulu znajduje się 7000 kościołów, z czego dziewięć z nich sta­nowią największe Kongregacje na świecie.

Inne niezależne przykłady zakła­dania kościołów jasno wskazują na dramatyczny wzrost. Na przy­kład jedną z hinduskich warow­ni (nie naruszoną przez wiele pokoleń) jest Varanasi w In­diach. Jeszcze nie tak dawno, bo pięć lat temu w tym półtorami-lionowym mieście nie było żad­nego chrześcijańskiego kościo­ła. Obecnie liczba kościołów za­myka się w dwustutrzydziestu. Uczęszcza do nich pięć tysięcy wierzących.

W Kambodży, gdzie prawie wszystkie religijne wyznania zo­stały zlikwidowane podczas rzą­dów Czerwonych Khmerów dwadzieścia lat temu, każdego tygodnia powstaje średnio jeden nowy kościół - w większości pod wspólną nazwą Ewangeliczny Kościół Khmerów. Ta grupa ko­ściołów postawiła sobie za cel założenie trzystu nowych wspól­not przed rokiem 2000.

W Uzbekistanie, byłej republice radzieckiej, kościół w Taszkien-cie urósł przez ostatnie dziewięć lat do liczby trzech tysięcy wie­rzących, choć zaczynał z garst­ką. Dzięki temu zgromadzeniu powstało czterdzieści sześć nowych kościołów na terenie Uzbekistanu. Wspomniany ko­ściół w Taszkiencie wzrasta z prędkością około stu nowych chrześcijan miesięcznie.

Moc zjednoczonej modlitwy

Głównym czynnikiem, który sprawia, że żniwo na całym świecie staje się większe i więk­sze, jest bez wątpienia wzmoc­niona i spotęgowana zjednoczo­na moc modlitwy, która opano­wuje cały świat. David Barrett ocenia, że być może aż 170 mi­lionów chrześcijan na całym świecie, zaangażowanych jest


w codzienną modlitwę o ducho­we przebudzenie. Z tej liczby około 20 milionów wierzących, dostrzega modlitwę wstawienni­czą jako najważniejszą służbę. Schodząc niżej, Barrett szacuje, iż może nawet 10 milionów grup modlitewnych, spotyka się re­gularnie, mając jeden cel - ogól­noświatowe duchowe przebu­dzenie.

Ukazując możliwy zasięg modli­tewnego poruszenia, Barrett su­geruje, że znajduje się około 1300 oddzielnych sieci zachęca­jących do modlitwy, organizują­cych spotkania, na których wie­rzący modlą się o cały świat. Coraz bardziej pożądana modli­twa - którą niektórzy (tak jak np. profesor C. Peter Wagner) de­finiują jako "walka modlitewna" - która ma na celu burzenie dia­belskich warowni, rozszerza swoje kręgi coraz szybciej i efektywniej.

Ogólnoświatowa Modlitwa Przez Okno (Praying Through the Window) w 1 993 oraz w 1995 roku postawiła sobie za cel modlitwę o niezewangelizo-wane rejony w tak zwanym Oknie 10/40. To okno jest geo­graficznym obszarem pomiędzy 10 a 40 stopniem szerokości geograficznej na północ od


równika, rozciągającym się od Zachodniej Afryki poprzez Bli­ski Wschód sięgając aż po Dale­ki Wschód. Ponad 20 milionów chrześcijan uczestniczyło w pierw­szej kampanii w październiku 1993 roku, w rezultacie 249 grup misyjnych wyruszyło w ten strategiczny obszar. Jednakże dwa lata później uczestniczyło już 35,3 milionów wstawienńi-ków reprezentujących 143 447 kościołów. Tym razem 407 grup modlitewnych zdecy­dowało się udać w Okno 10/40.

Prawie błyskawicznie mogłem zobaczyć owoc naszych mo­dlitw. Przed pierwszą kampanią, która mia­ła miejsce w 1993 roku, nasza misja Every Home For Christ (EFC) działała w sie­demdziesięciu kra­jach. W ciągu następnych dwu­dziestu czterech miesięcy ta licz­ba wzrosła dramatycznie do stu ośmiu.

W 1996 roku lokalna hinduska frak­cja odcięta dopływ prądu mając na­dzieję na niepowodzenie ewangeliza­cyjnej krucjaty w niezdobytym jeszcze mieście. Jednakże ewangelista Sadhu Chelleppa przywiózł ze sobą genera­tor mocy, który wystarczył do nagło­śnienia trzydziestu dwóch głośników i oświetlenia. Z powodu braku jakie­gokolwiek hałasu, jego głos był słyszal­ny w całym miasteczku liczącym sześć tysięcy ludzi. Obecnie ponad 150 osób uczęszcza do nowo założonego kościoła.

W przeszłości cudem było, gdy EHC rocznie zaczęła cztery bądź pięć misji w nowych krajach. Obecnie przeciętnie powstaje jedna misja miesięcznie w no­wym kraju. Jeszcze kilka lat temu taki wynik był nie do po­myślenia! Co więcej, wiele nowych misji powstaje właśnie w tym obszarze Okno 10/40.

Strategiczna modlitwa miała także wpływ na nasze wysiłki związane z zakładaniem kościo­łów. W Indiach na przykład, na 36 miesięcy przed pierwszą kampanią modlitewną Modlitwa Przez Okno EHC mogła widzieć jak każdego dnia powstają śred­nio trzy wspólnoty, co dawało średnio około dziewięćdziesięciu


kościołów miesięcznie. Chociaż liczba ta w owym czasie była za­chęcająca, w sześć miesięcy po kampanii Okno 10/40 liczba ta wzrosła o ponad 500 %, dając przeciętnie piętnaście wspólnot dziennie!

Słyszałem ostatnio od bli­skowschodniego pracownika Operation Moblilization (Opera­cja Mobilizacja) kolejne potwier­dzające świadectwo. Na dwa lata przed kampanią modlitewną 1993 roku człowiek ten regular­nie odwiedzał setki rodzin gło­sząc i rozdając literaturę chrze­ścijańską. Jednakże żadna z tych rodzin nie wykazała chęci zwró­cenia się do Jezusa. Ale już dwa­dzieścia cztery miesiące po kampanii modlitewnej nastąpi­ła znacząca poprawa. W tym samym rejonie, gdzie człowiek ten starał się przyprowadzić Muzułman do Jezusa, ponad dwa tysiące osób modliło się, aby Jezus uczynił ich serca swo­im domem. Udowodnił więc, że wytrwałą, agresywną modlitwą można dużo zmienić.

Znaki i cuda

Kolejnym czynnikiem związa­nym z pracą Ducha Świętego na całym świecie jest wzmożone nasilenie się znaków i cudów. To, co Bóg czynił we wczesnym Kościele prawie dwadzieścia wieków temu, jest widoczne i obecnie. Na przykład Bili Bri-ght, dyrektor Campus Crusade For Christ, napisał, że "szczegól­nie wśród Muzułman jego pra­cownicy spotykają się z zadzi­wiającymi snami oraz wizjami potwierdzającymi realność jedy­nej Drogi, jaką jest Jezus". We­dług relacji Brighfa w odpowie­dzi na chrześcijański program radiowy emitowany w Północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie przychodzi tysiące listów, w których Muzułmanie opowiadają różne sny i wizje, w których Je­zus ukazuje się jako jedyna Dro­ga. Całkiem przypadkowo słu­chając chrześcijańskich progra­mów radiowych, w jednej chwili wielu Muzułman przypomniało sobie sny jakie mieli i kontaktu­jąc się z radiem, proszą o wię­cej informacji o Jezusie.

Otrzymuję podobne świadectwa od naszej domowej ewangeliza­cji na terenach zamieszkiwanych przez Muzułman. Pewien misjo­narz EHC w milionowym mie­ście północnoafrykańskim pró­bował wręczyć pewnemu Muzuł­maninowi traktat o Jezusie. Mężczyzna ten przyjął traktat, a następnie podarł go na kawał­ki rzucając je w jego twarz. Jed­nocześnie zagroził mu, że go za­bije jeśli jeszcze raz go spotka. Następnego dnia o wschodzie słońca nagłe pukanie do drzwi zbudziło misjonarza. Ku jego zdziwieniu ujrzał tego samego Muzułmanina, który stał i pro­sił o jeszcze jeden traktat ewan­gelizacyjny.

"Skąd wziąłeś mój adres"? -zapytał zdziwiony misjonarz. "Ach, adres. Głos w nocy podał mi go" - odpowiedział Muzułmanin. Następnie zdał relację z niesa­mowitego spotkania w którym "głos bez ciała" wyjaśnił mu, że tego dnia podarł broszurę w któ-


rej zawarta była Prawda. Wtedy "ten głos" wyjawił mu adres mi­sjonarza objaśniając, że jeśli pójdzie, otrzyma kolejny traktat, który powinien przeczytać i uwie­rzyć temu poselstwu. W ten sposób, głos wyjawił, będzie miał życie wieczne. A więc jak tylko się obudził, udał się pod dany adres i z wielką radością przyjął Jezusa. Nie­dawno ten były Mu­zułmanin skończył sześciomiesięczny kurs biblijny i obec­nie pracuje jako peł­noetatowy misjo­narz.

W Arabii Saudyjskiej przed rokiem 1990 było zaledwie kilka chrześcijań­skich kościołów. Jednak od czasu Pustynnej Burzy ponad trzy tysiące Muzułmanów przyszło do Jezusa.

Także w innych naro­dach występują zna­ki i cuda. Jakiś czas temu będąc w podró­ży do Indii rozma­wiałem z Jakubem George'm , pracow­nikiem EHC oraz tłumaczem wspomagającym Wycliff Bibie Translators. W1979 roku Jakub wraz ze swoja żoną Susan udali się na misję do szczepu Konda Dora, zamieszkującego połu­dniowo - wschodnie Indie. Jed­nak przez dziesięć lat ewangeli­zacji nikt nie podjął decyzji, by służyć Jezusowi. Kiedy współpracownik Jakuba, Devadas, odwiedził wioskę So-pha należącą do tego plemienia, nastąpił przełom. Wioska ta była wprost przesiąknięta czarno-księstwem co, jak Devadas wkrótce się dowiedział, miało ogromny wpływ na tamtejszą ludność. W ciągu ostatnich dwóch lat ludność ta była dzie­siątkowana przez różnego rodzaju choroby, bez względu na ilość ofiar składanych ich hinduskim bożkom. Devodas oznajmił im, że Jezus może uleczyć wszystkie choro­by, ale mimo stałych zapewnień, Hindusi pozostali sceptyczni.

Podczas kolejne] wizyty w ich sercach pojawiła się wiara. Wódz tej wioski zapytał: "Mówicie i mó­wicie o tej osobie Jezusa. Co trzeba zrobić, aby uwierzyć Jemu"? Devadas poinstruował ich, aby usunęli wszystkie hin­duskie talizmany ze swoich bio­der, rąk oraz szyi i zgromadzili je na stosie w centrum wioski. Nakazał im także przyniesienie wszystkich przedmiotów kultu, jakie znajdowały się w ich do­mach. Tego dnia rozpalone zo­stało wielkie ognisko w którym paliły się wszystkie przedmioty czci. Podczas następnych kilku­nastu dni każda chora osoba została uzdrowiona. Prawie au­tomatycznie pięćdziesięciu mieszkańców tej wioski oddało swe życie Jezusowi.


Wkrótce ta cudowna wiadomość rozprzestrzeniła się w poblis­kich wioskach, gdzie w jednej z nich później założono najwięk­szy kościół w okolicy. Obecnie około osiemdziesięciu chrześci­jan stanowi trzon tego ciągle rozwijającego się kościoła. Ogól­nie, setki ludzi z je­denastu wiosek z plemienia Konda Dora nawróciło się do Jezusa.

Wiele cudów i zna­ków ma także miejsce wśród Buddystów. Jakiś czas temu pe­wien buddyjski mnich, mieszka­jący w górach Myanmaru (po­przednio Birma), oddawał cześć Buddzie, gdy usłyszał wyraźny głos: "Idź i znajdź Jezusa". Głos był tak wyraźny, że bezzwłocz­nie udał się do swojego zwierzchnika mówiąc: "Dzisiaj muszę udać się w podróż. Bud­da powiedział mi, bym znalazł Jezusa"!

"Kim jest ten Jezus"? - zapytał zwierzchnik.


"Nie mam pojęcia" - odpowiedział mnich - "ale Budda nakazał mi, abym Go odnalazł". Gdy tylko mnich wkroczył do pobliskiego miasteczka, ku jego zdziwieniu ujrzał plakat na mu­rze mówiący: "Przyjdź i zobacz Jezusa"! Było to zaproszenie na pokaz filmu "Jezus", organizo­wane przez Campus Crusade For Christ tego wieczoru. Przed za­padnięciem zmroku mnich zna­lazł tego, którego szukał. Dzisiaj wie, że to nie Budda do niego przemówił, ale sam Bóg.

Dni w których przyszło nam żyć, są naprawdę cudowne. Bóg po­rusza się przez Ducha Świętego powodując w sercach swoich dzieci głód prawdziwego ducho­wego przebudzenia oraz wpra­wiając w ruch największe, ogól­noświatowe żniwo ludzkich serc. Bez cienia wątpliwości, obecna praca Ducha Świętego, ogarniająca swym rozmiarem najdalsze zakątki świata, jest nie do wyobrażenia.


Dick Eastman jest międzynarodo­wym prezydentem or­ganizacji Every Home For Christ (Każdy Dom Dla Chrystusa) z siedzibą w Colorado Springs (stan Kolora­do, USA). Tłumaczenie: Mariusz Spychaj. Przedrukowano za pozwoleniem z:"CharismaandChri-stian Life" (Styczeń 1997), Strang Com­munications, Co., USA

Źródło Światowych faktów: DAWN, World Pulse, Youth With a Mission.


Dick Eastman wśród zbawionych Pigmejów